Archiwum
Mało nas...
  • Wszystkich wizyt: 242368
  • Dzisiaj wizyt: 15
  • Wszystkich komentarzy: 19673

łapka


Kiedy ranne wstały zorze niezwłocznie sięgnąłem po telefon i wydzwoniłem Mojego Kochającego Ojca, ażeby mu złożyć stosowne życzenia urodzinowe. W zasadzie winszowałem mu już ubiegłej nocy za pośrednictwem gadulca, facebooka, esemesa oraz kilku pomniejszych komunikatorów, ale uznałem, że kontakt poniekąd osobisty również nie zawadzi, a nawet będzie widziany bardzo mile. 


Nie myliłem się, bo My Loving Father w istocie bardzo się ucieszył z mego telefonu. Miałem także wrażenie, że się nawet poniekąd wzruszył. A gdyśmy już sobie wymienili odpowiednią dozę grzeczności, słodkości oraz okazjonalnych farmazonów, w celu zmiany tematu przywołałem kilka zasłyszanych tego poranka newsów.

- A wiesz, że oprócz twoich urodzin, dziś jest także Międzynarodowy Dzień Świnki Morskiej? – spytałem, zaczynając od najmocniejszego akcentu. 
- Chyba sobie jaja robisz – odrzekł My Loving Father. 
- Nie, poważnie, czytałem na onecie – zapewniłem żarliwie.
- Wiem natomiast, że 21 lipca 1994 oddano do użytku Sulejowski Park Narodowy – wpadł mi w słowo mój rodziciel. - Z kolei nieco wcześniej, bo w 354 p.n.e. Herostrates spalił Świątynię Artemidy w Efezie
- No co ty nie powiesz? – żachnąłem się.
- … natomiast w 1865 niejaki Wild Billy Hickock w pierwszym klasycznym pojedynku rewolwerowym zastrzelił Davisa K. Tutta. Osiem lat później inna sława, czyli Jesse James, po raz pierwszy napadł na pociąg rabując trzy tysiące papiera…

- Czy wy tam już wznosicie jakieś toasty? – zaniepokoiłem się. – Która u was na sikorze?
- Młoda godzina, syneczku – łagodnie odparł My Loving Father. – I do toastów daleko. A jeszcze ci tylko powiem, że w 1411 Ludwik Węgierski został królem Węgier, natomiast siedem lat później Zygmunt Luksemburski zasiadł na tronie Niemiec…
- Tato, litości – jęknąłem.
- To po co zaczynałeś z tą świnką morską? - roześmiał się ojciec. - Jeszcze coś?
- No, jeszcze Łapka zmarł – powiedziałem słabym głosikiem.
- Ach, o Łapce to akurat wiem - rzekł My Loving Father. – Zajął w mediach miejsce tego Jamesa Holmesa z Denver…

- A wiesz dlaczego cię pytam o Łapkę? – wpadłem mu w słowo.
- Nie wiem – przyznał ojciec z wahaniem w głosie.
- No jak to? Przecież to twój kolega z podstawówki…
- Mój? – zdziwił się My Loving Father. - Coś ci się pokręciło…
- Nic mi się nie pokręciło – odrzekłem. – Starość nie radość, mój drogi. Ale skoro nie pamiętasz, to ci przypomnę pewną historyjkę…

I przypomniałem.
Szanownym Czytelnikom również nieco ją odświeżę, choć w nieco zmienionej wersji publikowana była na tych łamach gdzieś tak kole roku 2010. Możecie sobie, Drugare pisać, że zjadam swój własny ogon i odcinam kupony. Ale tak się składa, że to mój blogasek i mogę tu sobie odcinać, co mi się zachce. Jadziem.

Kiedy byłem małym chłopcem, hej, My Loving Father wkraczał w decydujący okres swej górniczej kariery. Będąc zasłużonym inżynierem z Petrobudowy (czyli Przedsiębiorstwa Budowy Kopalń Rud z dyrekcją w Bytomiu) otrzymywał on bardzo atrakcyjne przydziały na letnie wczasy rodzinne. Najpierw do Władysławowa, potem zaś do samiutkich Chałup. 


Chałupy to była naówczas wiocha nad wiochy oraz dziura zabita dechami. Kilka niewykończonych pensjonatów, ZERO sklepów, ZERO smażalni oraz – co odczułem najboleśniej  – ZERO kioszczków z pamiątkami. Na ciacha, kergulenę z frytkami, albo w celu nabycia gumowego kingkonga trzeba było dyndać do wspomnianego Władysławowa. 

Jednym słowem nuda, chała, sraka i Zatoka Pucka z mnóstwem ohydnych meduz. Ale… przyjeżdżali tam Wielcy Aktorzy. A ja – pomimo młodego wieku – na wielkim aktorstwie się już znałem. 
Kogom ja nie spotkał… Codziennie, w drodze na stołówkę mijałem Kopiczyńskiego, Gołasa, Bąka, Michnikowskiego, Kobielę i całą masę innych asiorów. Podobnież gościła tam nawet Kalina Jędrusik, ale jakoś się rozmijaliśmy. Nie widziałem, nie będę ściemniał.

Pewnego dnia do Chałup zjechał sam Andrzej Łapicki. Kiedym go pierwszy raz ujrzał pod moim balkonem, udławiłem się gofrem z cukrem pudrem. Natomiast My Loving Father, urodzony jajcarz i ściemniacz, tylko się lekko skrzywił i pogardliwie rzucił:
O, Łapka.
- Jaka Łapka? – zdziwiłem się niepomiernie.
Tak go nazywaliśmy w szkole – odparł My Loving Father, w tej samej chwili urastając dla mnie do rangi półboga. W końcu chodzić z Łapickim do tej samej budy…  Szok.

Dni mijały, wszystkie gwiazdy już mi się trochę przejadły i opatrzyły, marzyłem natomiast o jednym. A mianowicie, żeby tak móc jakoś skomunikować Ojca Mego z jego dawnym szkolnym kolegą. Niestety, kiedy spacerowaliśmy po plaży albo ulicach, nigdzie nie było Łapki. Wszyscy byli, tylko nie On. Oczywiście, kiedy gdzieś pojawiał się Łapka, dla odmiany pod ziemię zapadał się My Loving Father.

Dopiero pod koniec turnusu, kiedy popołudniową porą wracaliśmy z pobliskiej kawiarni (która serwowała przysmak mojego życia – krem sułtański),  zza winkla wyszedł oczywiście Andrzej Łapicki  w towarzystwie małżonki. Natychmiast rzuciłem się ku Ojcu Memu i, ciągnąc go za rękaw, wykrzyknąłem:
- Łapka! Tato, jest Łapka!!!

Wszyscy uczestnicy zajścia na moment zdziczeli, tylko My Loving Mother zachowała względną przytomność umysłu i, grzebiąc w torebce, beztrosko zawołała: tutaj, Jacusiu, tutaj jest twoja łopatka… 
Łapicki spojrzał na nas, lekko zdziwiony podniósł brwi, po czym, wziąwszy żonę pod mankiet, odszedł w swoją stronę.

Już w szkole był trochę dziwny – skomentował My Loving Father – a teraz to mu dopiero sodówka uderzyła. Ale nie przejmuj się – dodał i wziął mnie za rękę.

I to już koniec historyjki sprzed lat.


Wszystkiego Najlepszego, Tato.
Żyj nam sto lat, albo i dwieście.

Na pohybel.
 


2 Odpowiedzi na łapka

Odpowiedz na „gucioAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>