Archiwum
Mało nas...
  • Wszystkich wizyt: 243320
  • Dzisiaj wizyt: 19
  • Wszystkich komentarzy: 19673
Ostatnie komenty

madame sonia prawdę ci powie

Miłoszek – który, jak wiadomo, ma wielkie zamiłowanie, talent oraz smykałkę do spraw odjechanych, pozaziemskich oraz w ogóle psiejskich – czarodziejskich, zadzwonił do mnie wczoraj w nocy i powiedział, że na Brodłeju jest ponoć jakaś niesamowita wróżka, Madame Sonia. No, po prostu total i rewelacja, o której ludzie na mieście legendy opowiadają. I dodał, że nas umówił na dzisiaj na szesnastą.

Cóż,  dobra heca nie jest zła. A poza tym żyjemy tu w klimatach tak magicznych, pojechanych i nieprawdopodobnych, że jedna wróżka w tę, czy tę nie robi już żadnej różnicy. Że nie wspomnę już o chińskim dziadeczku, który swego czasu, przy pomocy czarodziejskiej włóczni uleczył mi nieuleczalny kręgosłup.

Tośmy poszli. Od nas, znad Oceanu Pacyfistycznego do Brodłeju jest kawał drałowania, nieprawdaż. Ale nie chciałem brać żadnego transportu, ażeby się po drodze wprowadzić w odpowiednio mistyczny nastrój. Miłoszek także chciał się wprowadzić w nastrój mistyczny. W tym celu, na półmetku, w przydrożnym barze wypił dwa piwa kuflowe. Potem jeszcze namawiał mnie na marihunaen, ale z przykrością odmówiłem, bo chciałem coś z tej wizyty u wróżki pamiętać. A poza tym nie palę tego świństwa…

A plan był ogólnie taki, żeby wpaść do tej Madame Sonii, trochę ją podpuścić, nagrać wizytę na dyktafon i potem przez miesiąc mieć bekę. Stało się jednak inaczej. To znaczy, ja na przykład nie mam beki wcale. I nie przewiduję, bym w najbliższym czasie takową posiadał. Ale po kolei.

Po pierwsze primo, grozą powiało już na samym początku, bo podobnego nagromadzenia magicznych gadżetów, to w życiu nie widziałem. Madame Sonia miała bowiem w swoim gabinecie poustawiane i pozawieszane co najmniej milion przedmiotów na metr kwadratowy. Rozmaitych ras, rodzajów i proweniencji. Od posążków Buddy, poprzez Jesusów Malverde, Chupacabry, krzyże, pentagramy, łapacze demonów i oczy proroka, aż po zdjęcia seryjnych morderców i innych psychopatów pooprawiane w ramki.

Dla odmiany – zero czarnych kotów, szklanych kul, kart tarota, pierścieni Arabeli i zestawów do wróżenia z fusów. Natomiast sama Madame zaprezentowała nam się nad wyraz normalnie. Bez turbanu z onyksem nad czołem, czarnej sukni, broszy z magicznym kamieniem czy innych pierdół…

Jakbym miał tak na szybko znaleźć jakieś porównanie, to skłaniałbym się raczej ku imidżowi Michaliny Wisłockiej z jej niegdysiejszych, klasycznych zdjęć. Schludna, żwawa staruszka, w sweterku udzierganym na drutach i stonowanej, jedwabnej chuścinie na głowie, zawiązanej tak trochę na bakier…

W pierwszych słowach swojego wystąpienia Madame Sonia oświadczyła, że to nie jest terapia par, a poza tym Miłoszek śmierdzi alkiem oraz zielskiem, a ona do swojej roboty podchodzi poważnie, w związku z czym żegna go ozięble.

W zaistniałej sytuacji Miłoszek, z przeproszeniem zajebał focha i sobie poszedł. A ja zostałem sam na pastwę płomieni… Madame Sonia najpierw głęboko zajrzała mi w oczy, po czym zasunęła wróżkowy program podstawowy, czyli streściła mi parę faktów z mojej przeszłości. W większości przypadków trafiła w sedno oraz dotknęła jądra, ale byłem zbyt oszołomiony, by się dziwić lub zastanawiać. Po czym mi jeszcze powiedziała, gdzie mam blizny, znamiona oraz rysuneczki. Oraz mniej więcej jakiego rodzaju.

Zanim wyszedłem ze zdumienia i pozbierałem do kupy pewne fakty, Madame przerwała seans i na – długie jak wieczność – pięć minut zniknęła za kotarą. Skąd wróciła odmieniona i jakby zasmucona. Po czym zasiadła przy mnie, wzięła mnie za rękę i oświadczyła, że od dłuższego już czasu tańczy wokół mnie Pan Śmierć. Pan. Dokładnie. Mister.

Następnie się zacukała, zamyśliła, zrobiła siedemnaście kółek po swoim zagraconym atelier, by powrócić do stołu i stwierdzić, że wyczuwa we mnie kota, który wędruje i szuka spokojnego oraz cichego miejsca, gdzie by sobie mógł przez nikogo nie niepokojony zgasnąć. Dosłownie.

Najbardziej mnie jednak zmieliło na proszek i złapało za gardło to, że nie chciała ode mnie żadnych pieniędzy. Po trzykroć próbowałem jej wcisnąć umówione dwadzieścia pięć dolców, ale walczyła jak lwica Elza. Natomiast nagle zrobiła się bardzo niespokojna i poprosiła mnie, bym już sobie poszedł…

No, niezła schiza, co tu kryć. Miłoszek oczywiście na mnie nie czekał i poszedł się nachlać. Toteż do domu wracałem sam, roztrząsając i bezskutecznie usiłując zracjonalizować każdy szczegół tej posranej wizyty. Ha. Trochę jestem tym całym zdarzeniem pozamiatany i zdezorientowany. Oraz poniekąd w proszku, nieprawdaż.

Chyba sobie pójdę do sklepu po jakiś napój.

8 Odpowiedzi na madame sonia prawdę ci powie

  • ~Ciotka Dobra Rada mówi:

    Zgrozą powiało… Kota ogonem należy odwrócić, splunąć trzy razy przez lewe ramię i zmienić / odstawić wróżkę.

  • ~haddock mówi:

    Co ty palisz, człowieku ? Chce to samo. Od razu kilogram.

  • ~Meg mówi:

    Faktycznie, groza i strach się bać. Ale, pamiętaj, że to wszystko może mieć wiele znaczen i w ogóle, kot ma 7 żyć. Czy tam 9

  • ~ddam mówi:

    Rozumiem że mogłeś się poczuć nieswojo gdy babka zasunęła taką wróżbę. Mnie zastanawia inna sprawa a mianowicie,że to ma sens weterynaryjny. Mało kto wie,że fatalnie chory kot tak się właśnie zachowuje. Nie będzie chorował publicznie, na sofie albo swoim ulubionym fotelu. Poszuka jamy albo skrytki,żeby tam zdechnąć sam. Ma to dobre strony bo można sie zorientować gdy zwierzę jest naprawdę poważnie chore. Sorry że ja taka mądrutka,ale niedawno skończyłam praktykę i takie sprawy to był elementarz .

  • ~skokot mówi:

    Letko sie zrobiło ciężko.

  • ~cagliostro mówi:

    Test: zadzwoń do madame Sonii, powiedz, żeś na dnie, leżysz na zgniłym posłaniu, bije Ci dzwon, syn już inwentaryzuje rodowe srebra, została Ci tylko ona, bo pieniędzy nie wzięła, serce okazała i w ogóle zrobię wszystko.

    Jak zaproponuje profesjonalne przepędzenie kota i amulet, który odwróci losu kartę, znaczy, że Sonia jest po dobrym kursie dla sprzedawców.

    Good to have you back, Stary Dogu

  • ~lavinka mówi:

    Pewnie chorobę wyczuła. Zrób markery albo coś. Co do samych kotów, może pogonić kota psem. Białym, dla równowagi ;)
    Nie przejmuj się wróżbami, każdy zły omen ponoć można odwrócić, ot być może ostatnia chwila na zmiany w życiu. Diametralne. Zazwyczaj zmiana życia, zmiana fundamentalna, może nawet rozpoczęcie go od nowa – zmienia wszystko na plus. Może to jest właśnie ten moment?
    Wiesz, pół roku temu omal mnie nie zabił poród, można powiedzieć powinnam czuć oddech śmierci na ramieniu, cały szpital postawiłam na nogi. I wyżyłam. Nie miałam w planach umierać, a jak ja się uprę to wiadomo ;)

  • ~fiu.fiu mówi:

    A ja sobie tak mysle, ze kobitka jak wyszla na chwile do kuchni machnela dobrego stuffa i …zobaczyla te tanczace kojoty przy Tobie. Na bank je widziala.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>