Archiwum
Mało nas...
  • Wszystkich wizyt: 242370
  • Dzisiaj wizyt: 17
  • Wszystkich komentarzy: 19673

czosnek gate

- Dopinam w przyszłym tygodniu interes życia – oświadczył Miłoszek wczora z wieczora, odwiedziwszy nas z towarzyszeniem reklamówki – sztajmesówki wypełnionej płynami zdrowotnymi. – Wypijmy za przyszłość, gdyż niebawem będziemy multimiliarderami.

- Ja dziękuję – stanowczo oświadczyła Karaszanka, która do wszelkich form opilstwa ma stosunek wysoce niechętny.

- Ja też się wstrzymam – powiedziałem, choć nie jestem aż takim radykałem. Pokierował mną jednak chwilowo instynkt samozachowawczy.

- Boleję szczerze – stwierdził Miłoszek, po czym dobył butelki, przylał sobie i przemówił: - Uwaga. Mam wieści przełomowe. Otóż nawiązałem współpracę z importerem czosnku.

- Super. To ja poproszę z pół kilo – wtrąciła się Karakaszanka. – Będzie aż do świąt.

- Dyletantko – żachnął się Miłoszek. – Zamilcz zanim skompromitujesz się do szczętu.

I korzystając z chwilowego osłupienia Karakaszanki kontynuował:

- 70 procent światowej produkcji czosnku to Chiny, nieprawdaż. No i nie wiedzieć kiedy, a cła przyjebali na ten czosnek jak za rodzoną matkę. I się z tego zrobiło dobrodziejstwo niczym ropa czy inny pluton. Doszło do tego, że lecą monstrualne dostawy czosnku pod przykrywką, że to jakaś cebula czy inna brukiew. A różnica w przebitce miliardkrotna. Stąd nie mogę odpalić transportów do Europy, ale wybrałem rozwiązanie pośrednie…

- Mogę ci coś przypomnieć? – wtrąciłem.

- Jeśli na temat – uprzejmie przystał Miłoszek, ale jakby nieco przybladł.

- Otóż w zeszłym roku pewien super zaufany informator i znawca rynków azjatyckich namawiał cię do inwestycji w kurczaki, tak?

- Ojej – burknął Miłoszek.

- …I potem prosiłeś mnie, bym ci pomógł zakontraktować w Polsce ile kurczaków? Dwieście pięćdziesiąt tysięcy ton miesięcznie, dobrze pamiętam? A wiesz, że ja ciebie potraktowałem poważnie? Boś mi pierdolił za uszami, że to ma wyżywić pół Filipin, tak?

- Ty, ale na poważnie była taka gadka – zaperzył się Miłoszek. – Gościowie mówili, że oni wyłożą za ekspedycję, a ja mam załatwić podaż, bo Polska to niby taki mega producent mięsa…

- Ale wiesz, że planowałeś importować ĆWIERĆ MILIONA TON mięsa miesięcznie? Ogarniasz to?

- Weź się nie przypierdalaj, dobra? Obiecałeś mi pomóc, nie? – warknął Miłoszek.

- Bo się nie zastanawiałem, kurde – odparłem. – Nie policzyłem sobie tego. Dopiero mi potem zaprzyjaźniony marynarz oczy otworzył i uświadomił, że to by musiała zapierdalać tylko dla ciebie w tę i z powrotem cała flotylla. Pięć razy w tygodniu. A najlepiej siedem.

- Okej, wygłupiłem się – przyznał Miłoszek. – A ty też mogłeś mieć swój rozum i mnie jakoś przyhamować, nie? Taki jesteś przyjaciel? Ale nieważne. To jak, pomożecie mi z tym czosnkiem czy nie?

- Ja ci mogę pożyczyć parę reklamówek, bo mam pod zlewem spory zapas – wtrąciła Karakaszanka, jednak prawie natychmiast zamilkła, bo w Miłoszkowych oczach dało się dostrzec oznaki szaleństwa oraz jakby furii.

- Ale o co właściwie kaman? – spytałem rozbawiony.

- Słuchaj, nawiązałem kontakt z gościem, który sprowadza czosnek z Chin i mi go oferuje po 13 centów za funt – kontynuował Miłoszek. – A mam info, że w Ontario można to  na biegu pogonić za 45 centów, rozumiesz?

- Jakbyśmy tak przerzucili piętnaście tirów, to by wyszło po dwa tysiące dolarów – wtrąciła się Karakaszanka. – Minus transport to nam daje po jakieś dziewięć stów na głowę. Hmmm, kuszące.

- Naucz się liczyć, dziecinko. Poza tym ja nie mówię o detalu – kpiącym tonem odparł Miłoszek. – Stawiam na konkretne pierdolnięcie…

- Tak na wjazd proponuję dwieście pięćdziesiąt tysięcy ton… – nie wytrzymałem.

- Oboje jesteście beznadziejni – syknął Miłoszek. – Sabotażyści i defetyści. Ale nie ma sprawy. Możecie w to nie wchodzić, ale jeszcze gorzko zapłaczecie. Bo przy takim podejściu to będziecie do usranej śmierci klepać biedę i mieszkać w rentalu, ale ja nie zamierzam się na was oglądać i stać w miejscu…

- Chłopcze – warknąłem lekko już podenerwowany. – A od kiedy się z ciebie zrobił taki rekin biznesu, co?

- A ty jesteś już gruby jak Waldemar Kasta – wycedził Miłoszek, po czem chwycił kurtkę i wybiegł w mrok ulicy.

Takie to z nim interesy.

 

7 Odpowiedzi na czosnek gate

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>