Archiwum
Mało nas...
  • Wszystkich wizyt: 242368
  • Dzisiaj wizyt: 15
  • Wszystkich komentarzy: 19673

o braciach mniejszych, dużo mniejszych…

Siódmy dzień grudnia. Minus sześć. Odczuwalna minus sto osiemdziesiąt. A chłopacy wciąż przylatują do baru. Ściślej rzecz ujmując – tkwią przy nim prawie bez przerwy. No, zjawiają się w kilkuminutowych odstępach. Od świtu do czarnej nocy.

O ile latem wpadali ze trzy razy dziennie na jednego szybkiego, to teraz oblężenie i kolejka do zakrętu. Wron się nie boją, mew się nie boją, tylko się przysysają i żłopią że aż gulgocze w paśniku.

Pojawiła się w związku z tym teoria, że może to nasze dokarmianie wcale nie jest aż takie roztropne i chwalebne, nieprawdaż. Jedno ze źródeł podaje co prawda, że kolibry w British Columbia aktywne są przez cały rok i w ogóle rokendrol.

Drugie z kolei utrzymuje, że od listopada w naturze jest coraz mniej napitku, toteż gościowie się gdzieś kitrają pod liściem i hibernują do wiosny. Wedle tej drugiej teorii, to niedobrze czynimy, gdyż zaburzamy naturalny rytm przyrody.

Jak ktoś się zna, niechaj się wypowie, dobra?

Nie chcielibyśmy bowiem strzelić takiego byka jak kilka lat temu, kiedy to, poniekąd za sprawą dokarmiania szopów, mieliśmy na rękach krew stu (niektórzy twierdzą, że nawet ze dwustu) czaplątek. O tym haniebnym procederze można przeczytać TUTAJ.

To na razie.

 

6 Odpowiedzi na o braciach mniejszych, dużo mniejszych…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>