Archiwum
Mało nas...
  • Wszystkich wizyt: 242368
  • Dzisiaj wizyt: 15
  • Wszystkich komentarzy: 19673

pomarańcze i mandarynki, czyli o obyczajach ludów dzikich

W samo południe udałem się do ulubionej części gmaszyska, czyli do podziemnego basenu kąpielowego, gdzie w chwilach zwątpienia, smutku i żałości pływam sobie aż do mroczków oraz stanu przedzawałowego.

Kiedym we windzie przygotowywał się emocjonalnie na rychłe pełne zanurzenie, drzwi się na szóstym piętrze odemkły i do kabiny wkroczyły dwa chińskie podrostki spowite w ręczniczko – szlafroczki i obładowane dobrem wszelakim, czego początkowo nawet nie odnotowałem.

- Swimming? – spytałem głosem, którym można by oszraniać szampana.

- Not really – odparł chłopiec.

- Maybe sauna only – dokończyła dziewczynka.

- No to macie fuksa – mruknąłem z lekka już udobruchany. – Gdyż to jest basen jednoosobowy oraz prywatny.

Po czym, z czystej, reporterskiej ciekawości spojrzałem na naręcza przedmiotów dźwiganych przez wesołą gromadkę.

Dziewczynka, poza ręcznikiem i szamponem, miała przy sobie ajpada, dwa ogromne notesy, książkę, piórnik, siatkę pomarańczy, litrowego dra peppera, komórkę oraz nieznanego przeznaczenia pudełko plastikowe.

Chłopiec tulił do swej wątłej piersi: ajpada, dwie książki, banana, komórkę, średnie chipsy bekonowe oraz czekoladę karmelową z solą morską.

Czekoladę tę akurat znam dobrze, bo w pobliskim supermarkecie trwa właśnie uwalnianie zapasów przedświątecznych tego skądinąd wyśmienitego przysmaku. Znajoma, która w rzeczonym sklepie pracuje na kasie, powiedziała mi wczoraj, że w ciągu dwóch ostatnich dni wygonili tych czekolad ze cztery tony. Ale do rzeczy.

Początkowo myślałem, że może dzieciaki planują po tej saunie iść do koleżanki odrabiać lekcje. I że ten cały majdan na razie pozostawią w szatni. W wielkim byłem błędzie, gdyż malcy, prosto z korytarza, buch wbili od razu do paleniska.

Pływałem ze siedemdziesiąt minut. W tym czasie sauny nie opuszczał nikt. Przyznaję, że chwilowo wyobraźni mi nie starcza, by ogarnąć orgię smaków i innych doznań, które miejsce mieć musiały za drzwiami.

Ale w sumie, to kocham takie klimaty. I już nie wnikam, że po morderczym pływaniu, zwyczajowo dochodzę do siebie w przybytku, który mi gnojki dzisiaj bezczelnie zajęły.

Ha.

 

 

3 Odpowiedzi na pomarańcze i mandarynki, czyli o obyczajach ludów dzikich

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>