Archiwum
Mało nas...
  • Wszystkich wizyt: 242368
  • Dzisiaj wizyt: 15
  • Wszystkich komentarzy: 19673

dawno temu w traffic clubie, czyli… wyzwania artystyczne jacka b.

Była wiosna 2003 roku, trwała właśnie trasa promocyjna pierwszego Bazyliszka. Pewnego pięknego dnia Moja Wydawczyni z błyskiem w oku oświadczyła mi, że przed nami prawdziwe wejście smoka, bowiem artystycznie wesprze nas nie byle kto, bo sam Jacek B., naówczas gwiazda Klanu, gdzie brawurowo grał Ojca Jasia. Miała nas ta frajda kosztować ładny bilon, ale nic to, skoro Taka Figura zgodziła się swym aksamitnym głosem odczytać kilka fragmentów mojej debiutanckiej książczyny. Okazja też była niechuda, bo coś na kształt Majówki w Traffic Clubie przy Brackiej – naprawdę słuszny jubel dla kilku tysięcy luda.

Artysta przybył na obiekt prawie nie spóźniony. Na wstępie podał mi rękę, bym ją sobie przez chwilę potrzymał dla otuchy, po czym spytał, co tam i jak tam. I gdzie są mikrofony, i że w ogóle jedziemy z koksem. Mówię mu wówczas jak komu dobremu, że zanim wyjdziemy do publiczności, to jako autor nieśmiało sugeruję przeczytanie sobie w zaciszu serca zaznaczonych fragmentów, gdyż jest to materiał jakby trudny, i troszkę nowomowa, i generalnie strofy lekko nieoczywiste.

Spojrzał na mnie jak na kosmitę i stwierdził, że on to akurat nie musi sobie niczego czytać przedwstępnie i zamierza jechać bez trzymanki. Ponowiłem swoją sugestię jeszcze dwa razy, ale Ojciec Jasia był niewzruszony. A potem się zaczęło. Spuśćmy zasłonę litościwego milczenia na to okrutne widowisko. Błąd gonił błąd, przejęzyczenia mnożyły się w tempie lawinowym, w związku z czym przestałem rozpoznawać swoje własne strofy. Już pomijam, że z prezentowanego przez Artystę B. bełkotu nie wyłaniał się żaden, ale to żaden sens. Ani tym bardziej zarys jakiejkolwiek fabuły.

Moja Wydawczyni, która znała materiał na blachę, tylko na mnie łypała z przerażeniem w oczach. A Ojciec Jasia brnął studziennie. Nie wiem, czemu przypisywać jego dramatycznie słabą formę, w każdym razie miałem wrażenie, że naukę czytania zakończył tydzień wcześniej, a w ogóle to tylko do B doszli. Jego wykon wołał o pomstę do nieba oraz przegonienie wykonawcy na golasa przez pokrzywy.

Po kwadransie męczarni, Ojciec Jasia zaprzestał katowania słuchaczy, zwrócił nam mikrofon oraz książkę, skasował swoje honorarium, po czym niespiesznie oddalił się.

- Co to, kurwa, było? – spytała Moja Wydawczyni, kiedy opadły z nas pierwsze emocje.

- Nie wiem – odrzekłem zgodnie z prawdą. – Ale nigdy więcej.

Na dalszych etapach mojej, pożal się Boże, kariery literackiej nie pozwalałem już żadnej frajerni czytać na głos moich książczyn, a gdy już pojawiała się taka konieczność, robiłem to sam. Może i niefachowo, ale ze czterysta razy lepiej, niż rzeczony Artysta.

Niejako przy okazji zachęcam Szanownych Czytelników do odsłuchania starych dobrych Bazylków w brawurowym wykonaniu Artura Barcisia oraz nie mniej doskonałej wersji Jacka Kiss. Oba pliki pomieszczam na chomiku.  Jakby kto miał problem ze znalezieniem – służę linkami.

I tyle by było słów świętych przeznaczonych na uroczystość dzisiejszą.

 

Jedna odpowiedź na dawno temu w traffic clubie, czyli… wyzwania artystyczne jacka b.

Odpowiedz na „~lavinkaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>